Obietnice rzucane na wiatr…

Fajnie jest dostać obietnicę, fajnie też jeśli jest dotrzymana. Robi się to najczęściej na forum, tak żeby otrzymać oklaski. Takie spektakularne wydarzenie, pokazuje czy ma pokazać jaki hojny, wspaniałomyślny czy mądry jest ten, kto ją składa.

„Dobrze obiecać to (jest)  lepiej niż dać.” To cytata jakiegoś szefa, motto które może kojarzyć się z rzeczywistością, często w pracy ale i w życiu. Do perfekcji doprowadzili ją politycy. Najważniejsze jest dużo mówić, obiecać wszystko, najlepiej to, czego pragną odbiorcy, przecież nikt tego nie sprawdzi. A  jeśli nawet to można się zawsze wycofać. Tyle zawsze się nabiera, wierzy -  tak pięknie powiedziane, obiecane, to czemu nie wierzyć?

„Obiecanki cacanki a głupiemu radość.”Kto nie zna tego powiedzenia? A jednak potrzeba zrealizowania obietnicy daje nadzieję, i wierzymy, bo niby czemu mamy nie wierzyć. Potem się okazuje, że jednak, najczęściej coś nie tak zrozumieliśmy, czy nawet w ogóle ta obietnica nie padła, chyba coś nam się wydawało? I w gruncie rzeczy to sami jesteśmy sobie winni jeśli uwierzyliśmy. Polityka stała się rzeczą praktykowaną nawet wśród ludzi, których byśmy o to nie podejrzewali. Ot życie. Uczymy się całe życie i umiarami głupi?

Wszystkim tym którzy wierzą,

e-wita

Opublikowano Zapiski osobiste | Skomentuj

Dobrze że maj 2017 roku już sobie minął …

Maj już z założenia: umajony, pachnący, piękny. Ciepły. A tu co, nie dość że zimny, czasami z opadami śniegu brrr (zimno na samo wspomnienie) to znowu zapisujący się grobowym chłodem. Najpierw szpital, a potem śmierć muzyka, piosenkarza, multiinstrumentalisty. Dla mnie od dziecka był, no oczywiście od pszczółki Mai. Zaczął śpiewać, bo nie chciało mu się ćwiczyć, aby zostać wirtuozem, chociaż grał i to pięknie. Czego się nie dotknął grało, i to grało… pięknie.”A space odyssey” zdobywca Fryderyka za płytę 2016 roku i utwór roku pozostanie ostatnią, została wydana z nowymi aranżacjami utworów sprzed 40. lat, już wtedy, u progu kariery był wielki. Po prostu i niezwyczajnie. Sam się tego sukcesu nie spodziewał, a że to lubił, to czerpał. Nie oszczędzał się i koncertował. I pięknie grał na trąbce tym razem. Kto tak pięknie grał na trąbce? Pamiętam licytację Kuby Strzyczkowskiego (program III polskiego radia), gdzie oddał na szlachetny cel trąbkę właśnie. Obiecał , że na następną odda skrzypce. Jak to tak, tak się nie robi … Pan przecież by tak nie zrobił. ŚLEPY LOS czy wola NIEBA?,  za wcześnie. Teraz pewnie śpiewa i gra w największej orkiestrze świata. Kochał to co robił. Czy spotkał już Panią Marysię, tę rudą; „babę na psy, szczególnie rude”. Niepostrzeżenie minęła pierwsza rocznica jej śmieci. Przeczytałam jej ostatni wywiad, opublikowany w czerwcowej „Pani”, ojej to już rok, tak szybko minął jakoś. Mam nadzieję, że siedzi sobie w niebie z nieodłącznym dymkiem
z papierosa, a obok Jerzy Dobrowolski, Jacek Janczarski, Adam Kreczmar. Tak sobie myślała o swoim niebie. I że jeszcze będą tam psy palące papierosy i pijące piwo, i w ogóle sporo fajnych ludzi. I może wszyscy będą się dziwili po co się męczyli, skoro tam jest tak fajnie. I niech im ładnie gra muzyka świata. Dobrze że już ten maj sobie minął.

e-wita

 

Opublikowano Zapiski osobiste | Otagowano , , , , , , , , , | Skomentuj

Gordon S. z synem na studyjnym koncercie w południe w radiu dzisiaj

Warto czegoś bardzo chcieć, bo choć nie było mnie wczoraj na Torwarze, za to jest dzisiaj. Pięknie wiosna się zaczyna, koncertowo. Niespodziewajka; u siebie w domu można było być, na żywo o 12.05, na koncercie Stinga. W słuchawkach on-line czy bez, przez radio można się było zasłuchać. WOW! prawdziwe wow!!! To nie był jego pierwszy koncert w sali koncertowej programu trzeciego, na tamtym, z okazji 80 rocznicy radia można go było jeszcze widzieć. Dzisiaj z okazji 55 urodzin Trójki tylko posłuchać. I trochę słów autora wydarzenia w rozmowie z redaktorem Metzem. Kiedy się po raz pierwszy usłyszał
w radiu? Kiedy był w kuchni, w swoim mieszkaniu w Londynie w 1977, to była „Roxanne”. Mimowolnie zaczął wtedy śpiewać, o to ja!!, a że był na drabinie i malował ścianę to spadł, farba się rozlała. Tak, to było spektakularne wydarzenie jak pierwszy sex*(no może drugi). Absolutnie fantastycznie że to się odbyło, wydarzyło. Słychać, że robi to z wielką przyjemnością i pięknie o tym mówi: że to wielki zaszczyt utrzymywać się z grania muzyki, nikogo przy tym nie krzywdząc i nie wykorzystując (poza sobą). To słychać Panie STING
i śpiewaj jak najdłużej, nam to też sprawia radość; to wielki zaszczyt i czysta przyjemność móc Pana słuchać na żywo. Fantastycznie się tego słucha. Nie śpiewa przed pierwszą po południu, chyba że – dzisiaj; tak jak i nie śpiewał  „Message in a bottle” przed dziewiątą wieczorem -  do dzisiaj. No i chyba po raz pierwszy koncertował w Polsce z synem Joe. Więcej takich dni jak dzisiaj i świat od razu lepszy,
i słońce pięknie świeci, i życie jest piękne… Po prostu. (Więcej Stinga na co dzień).

e -wita

Opublikowano Zapiski osobiste | Otagowano , , , , , , | 1 komentarz